Pycha Siedem Ary

Siedem Ara

Oto początek zniszczenia i unicestwienia wielkości Siedem Ary za sprawą dwóch młodzieńców, z których pierwszy nosił imię Hunahpu, a drugi Xbalanque, obaj byli bogami. Obaj też dostrzegli zło w tym, jak próbował wywyższać się wobec Serca Nieba. Młodzieńcy przemówili zatem:

– Nie powinien sobie tak poczynać, gdy na powierzchni Ziemi nie ma jeszcze życia i ludzi.

– Spróbujmy go zatem postrzelić. Możemy ugodzić go tutaj podczas posiłku. Możemy go osłabić, a potem pozbawić bogactw, jadeitów, metalu, klejnotów, szlachetnych kamieni, źródła jego blasku. Każdy mógłby wziąć z niego przykład, a nie powinno być przecież tak, że jedynie metal świadczy o jego promiennej chwale. Niech się zatem tak stanie – rzekli młodzieńcy, a każdy z nich trzymał na ramieniu swoją dmuchawkę.

Siedem Ara miał również dwóch synów: pierwszy zwał się Zipacna, a drugi – Trzęsienie Ziemi. Chimalmat zaś zwała się ich matka, żona Siedem Ary.

A oto i sam Zipacna, który wzniósł ogromne góry: Miejsce Ognia, Hunahpu, Jaskinię Nad Wodą, Xcanul, Macamob, Huliznab. Takie bowiem nazwy wymienia się spośród gór, które istniały o brzasku. Wypiętrzył je Zipacna w jedną noc.

A oto i Trzęsienie Ziemi. Potrafił poruszać góry; małe i potężne wzniesienia miękły pod jego dotknięciem. Synowie Siedem Ary czynili to, aby się wywyższyć.

– Oto ja: jestem Słońcem – rzekł Siedem Ara.

– Oto ja: jestem twórcą Ziemi – rzekł Zipacna.

– Ja zaś obalam niebo, a za moim dotknięciem lawiny schodzą na ziemię – rzekł Trzęsienie Ziemi. Synowie Siedem Ary byli podobni do siebie i przypominali również ojca: swoją wielkość zawdzięczali właśnie jemu.

Młodzieńcy dostrzegli w tym zło, a przecież nasz pierwszy ojciec i pierwsza matka nie zostali stworzeni. Dlatego zaplanowali śmierć i unicestwienie.

A oto dwaj młodzieńcy strzelają do Siedem Ary. Opiszemy teraz klęskę każdej z osób, które zgrzeszyły pychą.

To zaś jest wspaniałe drzewo Siedem Ary – nance, którym żywi się Siedem Ara. Codziennie wspina się na drzewo, żeby zjeść owoc nance. Ponieważ Hunahpu i Xbalanque widzieli, gdzie się żywi, ukrywają się teraz pod drzewem Siedem Ara, zachowują ciszę, dwóch chłopców znajduje się w listowiu drzewa.

A gdy przybył Siedem Ara i zasiadł nad swoim posiłkiem, owocem nance, postrzelił go Hunahpu. Pocisk z dmuchawki przebił mu szczękę, rozrywając usta. Potem Siedem ara zaczął się wspinać po drzewie, lecz spadł na ziemię. Wtem pojawił się Hunahpu i podbiegł. Ruszył, aby go pochwycić, lecz to Siedem Ara złapał go za ramię. Szarpnął je do siebie i wykręcił mu bark. W końcu wyrwał ramię Hunahpu. A jednak młodzieńcy dobrze sobie radzili: w pierwszym starciu nie ponieśli klęski z ręki Siedem Ary.

Gdy zaś Siedem ara odebrał Hunahpu ramię, ruszył do domu. Dotarł tam, ostrożnie podtrzymując szczękę:

– Cóż ci się przytrafiło? – zapytała Chimalmat, żona Siedem ary.

– Cóż innego niż tych dwóch oszustów! Postrzelili mnie i zwichnęli szczękę. Wszystkie zęby mi się chwieją i ogromnie bolą. Lecz to, co zdobyłem, wisi już nad ogniem i się kołysze. Niech teraz przyjdą i to odbiorą. To prawdziwe rzezimieszki! – rzekł Siedem Ara i zawiesił [nad ogniem] ramię Hunahpu.

Tymczasem Hunahpu i Xbalanque zadumali się. Następnie wezwali dziadka o prawdziwie białych włosach i babkę, prawdziwie skromną staruszkę – oboje byli zgarbieni i sędziwi. Dziadek nosił imię Wielkie Białe Pekari, a imię babki brzmiało Wielki Biały Ostronos. Młodzieńcy rzekli babce i dziadkowi:

– Prosimy, powędrujcie z nami tam, gdzie chcemy odzyskać ramię od Siedem Ary: będziemy iść za wami. Powiecie mu: „Wybaczcie, że wędrują z nami wnuki. Ich matka i ojciec nie żyją, wiec wszędzie za nami chodzą. Może powinniśmy ich oddać, gdyż nie potrafimy nic poza usuwaniem robactwa z zębów”. Wtedy w oczach Siedem ary będziemy wyglądać jak dzieci, chociaż to my dajemy wam wskazówki – powiedzieli dwaj młodzieńcy.

– Dobrze – odparli.

Potem dotarli do miejsca, gdzie Siedem Ara stał przed swoim domem. Gdy babka i dziadek przechodzili tamtędy, dwaj młodzieńcy dokazywali za nimi. Gdy mijali dom pana, Siedem Ara wył z powodu bolących go zębów. Siedem ara dostrzegł dziadka i babkę, podróżujących z chłopcami:

– Dokąd zmierzacie, dziadku? – rzekł pan.

– Po prostu idziemy za zarobkiem, szlachetny panie – odparli.

– Dlaczego musicie pracować na życie? Czy to nie wasze dzieci z wami wędrują?

– Nie, panie. To nasze wnuki, nasi potomkowie, lecz to nam jest ich żal. Ta odrobina jedzenia, którą się żywią, pochodzi od nas, wasza miłość – odrzekła babka z dziadkiem. Ponieważ pan już ledwie żył z bólu, z wielkim trudem przemówił ponownie:

– Błagam was, zlitujcie się nade mną! Jakie cuda potraficie czynić, jakie trucizny umiecie wyciągnąć? – zapytał pan.

– Usuwamy robactwo z zębów i leczymy oczy. Nastawiamy też kości, panie – odpowiedzieli.

– Doskonale, uleczcie moje żeby. Naprawdę bolą mnie każdego dnia. Ten ból jest nie do zniesienia! Nie mogę przez to spać – i z powodu moich oczu. Postrzeliło mnie tych dwóch hultajów! Od tej pory jeszcze nic nie zjadłem. Pewnie to dlatego, że żeby mi się chwieją. Ulitujcie się nade mną!

– Dobrze, wasza miłość. To robak wgryza się w kość. Trzeba jedynie wyrwać żeby i wstawić na ich miejsce coś innego, panie.

– Nie wiem, czy wyrywanie zębów to dobry pomysł – przecież jestem [wielkim] panem. Moje żeby i moje oczy to moja ozdoba.

– Wszak zastąpimy twe zęby czymś innym, panie. Na miejsce zębów włożymy zmieloną kość.

A oto i sama „zmielona kość”: nic, tylko biała kukurydza.

– Doskonale. Wyrwijcie je! Pomóżcie mi w tej chwili! – odparł pan.

A kiedy zęby Siedem Ary zostały usunięte, na ich miejsce wstawiono zwykłą białą kukurydzę – i kukurydza w jego ustach była niczym więcej niż tylko powłoką lśniącą bielą. W jednej chwili twarz mu się zapadła i przestał wyglądać jak wielki pan. W końcu wyrwano mu resztę zębów, klejnotów, które błękitem skrzyły mu się w ustach.

Potem zaczęto leczyć oczy Siedem Ary. Wyszarpano to, co miał wokół oczu, po ostatni kawałek metalu. A on nie czuł już bólu; patrzył tylko, gdy odbierano mu ostatnie oznaki wielkości. Odbyło się to tak, jak zaplanowali sobie Hunahpu i Xbalanque.

A gdy umarł Siedem Ara, Hunahpu odzyskał swoje ramię. Zmarła także Chimalmat, żona Siedem Ary.

Tak oto przepadły bogactwa Siedem Ary: uzdrowiciele zabrali wszelkie klejnoty i kamienie szlachetne, które tu, na powierzchni ziemi, wbijały go w pychę. Talent babki, talent dziadka ujawnił się, gdy zajęli się ramieniem Hunahpu: przyprawili je, a złamanie zostało uleczone. Ponieważ zaś pragnęli śmierci Siedem Ary, spowodowali ją: widzieli bowiem, ile zła jest w jego pysze.

Potem młodzieńcy znowu ruszyli w drogę. To zaś, co uczynili, działo się z rozkazu Serca Nieba.

Popol Vuh

 

Tekst pochodzi z książki:

Dennis Tedlock

„Popol Vuh. Księga Majów. O poczatkach życia oraz chwale bogów i władców”

Gliwice 2007

Reklamy