Jak Tsumburbura przegrał z islamem

Hauswąż

Dawno temu na tereny, na których dziś rozciąga się miasto Kano, zaczęli przybywać pierwsi osadnicy. Ziemia była tu żyzna, wystarczyło tylko wykarczować las, by niemalże sama zaczęła rodzić zboże. Wkrótce też okolica zaludniła się osadnikami przybywającymi głównie w północy.

Zgodnie z dawnymi zwyczajami ludzie żyjący gromadnie wybierali spośród siebie wodza. Musiał on być silny i odważny, a ponadto obdarzony umiejętnością porozumiewania się z siłami nadprzyrodzonymi.

Lud wybrał na swego przywódcę wojownika imieniem Barbusze. Miał on długie włosy i gęstą brodę, nosił skórzaną przepaskę biodrową i nigdy nie rozstawał się z maczugą. Do dziś opowiadają o nim, że potrafił zabić słonia i przynieść go do domu na głowie.

W dawnych czasach ludzie wierzyli w różne bóstwa, ale w tamtych okolicach największą cześć oddawano Tsumburburze. Tsumburbura miał swoją siedzibę na wysokim, trudno dostępnym wzgórzu Dala. Znajdowała się tam świątynia, której strażnikiem został właśnie Barbusze. Tylko on mógł bezpośrednio rozmawiać z Tsumburburą, dlatego też do niego lud zwracał się ze swoimi troskami i przez niego składał hołdy swemu bóstwu.

Raz w roku wieczorem cała okoliczna ludność zbierała się pod wzgórzem Dala. Zarzynano kozły, a także psy, i przy dźwiękach bębnów składano ofiary Tsumburburze. Starszyzna przekazywała wszystkie dary Barbuszemu, wtedy on wchodził do świątyni Tsumburbury i pozostawał tam przez całą noc.

U stóp wzgórza lud czekał cierpliwie.

Następnego dnia o świcie Barbusze stawał przed zgromadzoną ludnością i przekazywał jej to, co usłyszał z ust Tsumburbury. Była to przepowiednia, z której wszyscy dowiadywali się o ważnych wydarzeniach nadchodzącego roku.

Lud wierzył w Tsumburburę.

Wkrótce Kano stało się wielkim miastem. Rozpoczęli w nim panowanie władcy wielkiego hausańskiego rodu Bagaudy. Usiłowali oni zniszczyć kult Tsumburbury, ponieważ przeszkadzał w rządzeniu podległymi obszarami. Ludność nie chciała podporządkować się nowemu władcy, wolała mieś swojego, takiego jak Barbusze.

Jednak po latach zwyciężyły nowe prawa.

Któregoś roku lud zebrany gromadnie u stóp wzgórza Dala złożył ofiary i zapytał Tsumburburę, co wydarzy się w niedalekiej przyszłości.

– Będzie wielka wojna. Sarki miasta Kano pokona ludność wierną Tsumburburze i zniszczy jego świątynię – brzmiała przepowiednia.

Wszyscy dobrze wiedzieli, że nie można uniknąć przeznaczenia, jednak uzbroili się i byli gotowi do walki.

Tsamija, wódz Kano, rzeczywiście zaatakował ich prowadząc do walki uzbrojonych wojowników. Rozgorzała bitwa. Niestety, stało się tak, jak głosiła przepowiednia Tsumburbury. Ludność wierna bóstwu nie zdołała obronić wejścia do światłymi. Jednemu z napastników udało się nawet wejść do środka. Zobaczył Tsumburburę trzymającego w ręku węża i rzucił w niego włócznia – rozległ się krzyk i kłęby dymu spowiły całe miasto. Bitwa się skończyła, ponieważ ludzie zrozumieli, że Tsumburbura opuścił wzgórze Dala.

Niełatwo jednak przyszło ludziom wyrzec się swego bóstwa. Nawet gdy miejscowi władcy zaczęli wprowadzać islam, najtrudniej docierał on do wyznawców Tsumburbury. W pamięci pokoleń przetrwała historia z czasów, kiedy Kano było pod rządami Jadżi. Władca ten zdecydowanie i skutecznie popierał nową religię. Kazał wybudować w Kano meczet i cała ludność miała obowiązek się w nim modlić. Szeregi wyznawców religii Mahometa powiększały się. Jedynie lud Gazarga nie chciał się nawrócić. Ich ludzie chodzili do meczetu, ale na znak protestu smarowali ściany świątyni ekskrementami. Wówczas muzułmanie zaczęli prosić Allacha, by ukarał buntowników. Allah wysłuchał modlitwy i wódz ludu Gazarga oślepł. Wkrótce potem oślepli wszyscy ci, którzy dopuścili się niecnych uczynków.

Tak islam zakorzenił się w kraju Hausa. Lud przestał czcić Tsumburburę, który jednak dawał czasami znać o sobie.

Zdarzyło się kiedyś, że pomógł władcy Kano, Kanadżedżi, w pokonaniu wojsk Zazzau. Gdy kolejne ataki na to miasto skończyły się niepowodzeniem, dostojnicy i wodzowie poradzili władcy, by wezwał na pomoc Tsumburburę. Zapomnianego już prawie bożka odnaleziono w drzewie. Siedział tam ukryty pod postacią węża. Wojownicy zaśpiewali mu pieśń strażnika Barbuszego, odtańczyli taniec rytualny, a następnie węża zabili. Z jego skóry kazali zrobić sandały oraz bębny. W ten sposób mieli pewność, że Tsumburbura będzie razem z nimi walczyć. Gdy jeszcze raz zaatakowali Zazzau, zwycięstwo przyszło nadzwyczaj łatwo.

OpowieśliHausa

 

Tekst pochodzi z książki:

Nina Pawlak

„Opowieści ludu Hausa”

Warszawa 1988

Reklamy